Wiecie co? Myślałem, że Lidl wyciągnął wnioski z poprzedniej akcji “charytatywnej” na Ukrainę i przestanie zrzucać odpowiedzialność na swoich klientów co do ilości zebranych rzeczy.
Zbiórka dla powodzian w wykonaniu Lidia też cierpi na ten sam problem. To klienci muszą wydawać swoje ciężko zarobione pieniadze, a nie sieciówki, których stać na milionowe wypłaty dla swoich prezesów. I potem będzie tak, że to klienci “nie są tacy pomocni”.
Kocham swoją naiwność.