Świadectwo tzw. „dojrzałości” powinno się po prostu nazywać – oficjalnie – „świadectwem maturalnym”. Tak samo jak mamy np. dyplom zawodowy, dyplom ze studiów. Neutralnie brzmiące, a mimo to jednocześnie sugerujące, że coś osiągnęliśmy.
Obecna nazwa świadectwa maturalnego mi po prostu nie pasuje. Jakby poprawne wypełnienie trzech egzaminów z odgórnie narzuconych przedmiotów czyniło nas z automatu „dojrzałym”.
A to nieprawda. Są ci, którzy mają spore problemy z przyswojeniem materiału na maturę, nawet jeżeli ktoś dosłownie zapierdala 24/7 z powtórką materiału.
I uważanie takich osób za niedojrzałe, bo nie wypełnili jakiegoś papierka, uważam za skrajnie niepoważne. I niedojrzałe.